Minęło ponad sześć tygodni od wypadku na skrzyżowaniu ulic Utrata i Dwernickiego z udziałem samochodu armii amerykańskiej. Nasza redakcja postanowiła sprawdzić, jak zakończono sprawę zderzenia. Okazało się jednak, że służby nie wiedzą, kto powinien się tym wypadkiem zająć.

Przypominamy, iż do wypadku doszło 19 czerwca przed godziną 22:00 na skrzyżowaniu ulic Utrata i Dwernickiego. Wstępnie suwalska policja poinformowała, iż winną zdarzenia była kobieta z amerykańskiej armii, która wjechała na skrzyżowanie na czerwonym świetle i doprowadziła do zderzenia z oplem zafira.

Wskazanie kobiety jadącej wojskowym samochodem Humvee jako sprawcy wypadku wzbudziło duże zdziwienie wśród naszych czytelników. Twierdzili oni, że samochód amerykańskiej armii miał prawo wjechać na czerwonym świetle, gdyż jechał w kolumnie wojskowej.

Nasza redakcja otrzymała również oficjalne pismo od amerykańskiej armii z prośbą o sprostowanie artykułu.

- Pojazdy US Army były eskortowane przez polską Żandarmerię Wojskową. Eskorta ma na celu umożliwienie niezakłóconego przejazdu całej formacji, w tym przejazdu całej kolumny przez skrzyżowania z sygnalizacją świetlną w taki sposób, aby nie rozbijać formacji i zapewnić płynny przejazd do miejsca docelowego. Dzięki temu poszczególne pojazdy nie zostają odłączone od kolumny. Tak więc w tamtej sytuacji, żołnierka nie złamała przepisów i nie zignorowała czerwonego światła, gdyż jej nie dotyczyło, ze względu na eskortę ŻW i na protokół przejazdu kolumną wojskową - napisała do naszej redakcji Judith A. Marlowe, oficer prasowego 2. Pułku Kawalerii Armii USA.

- Prawdopodobnie kierowca drugiego pojazdu również nie znał tych przepisów i nie winimy go za to. Jednak żołnierka Armii USA tak samo nie powinna ponosić winy za przestrzeganie protokołu uzgodnionego wspólnie przez władze Polski i USA - dodała Judith A. Marlowe.

Poprosiliśmy o opinię w tej sprawie suwalską Policję. Otrzymaliśmy jednak informację, że sprawa wypadku ze względu na uczestniczenie w niej samochodu wojskowego została przekazana Żandarmerii Wojskowej.

- Materiały zostały przekazane do Żandarmerii Wojskowej w Białymstoku. Zostaliśmy też powiadomieni, że Żandarmeria w Białymstoku przekazała te materiały do Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Warszawie - poinformowała nas Anna Wałecka-Chamiuk z suwalskiej Policji.

Skontaktowaliśmy się więc z rzecznikiem prasowym Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej. Podpułkownik Artur Karpienko poinformował nas, że w związku z tym, iż sprawcą był kierowca pojazdu cywilnego, czynności przeprowadzili funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Suwałkach.

Czy to oznacza, że tak naprawdę nikt ze służb nie zajmuje się tą sprawą, a funkcjonariusze tylko przerzucają się między sobą obowiązkami?

Poinformowaliśmy o tym fakcie zarówno Policję, jak i Żandarmerię Wojskową. Jednak każda ze służb nie poczuwała się do tego, by tą sprawą się zająć.