Nikt dokładnie nie przebadał wody jeziora Wigry po trafieniu ścieków z oczyszczalni, a mimo to zachęcano wszystkich do kąpieli. Dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego podczas wczorajszej nadzwyczajnej sesji rady miasta tłumaczył, dlaczego nie wprowadził zakazu korzystania z wody. Wypowiedź była szokująca.

4 sierpnia w artykule "Groźne bakterie trafiły wraz ze ściekami do Czarnej Hańczy i jeziora Wigry?" redaktor Kuriera Suwalskiego opublikował szokujące informacje dotyczące braku badań bakteriologicznych jeziora Wigry po trafieniu do rzeki Czarnej Hańczy około 2,5 miliona litrów ścieków. Mimo iż w artykule zamieszczone były wypowiedzi służb, wielu czytelników nie chciało uwierzyć, że nikt nie zbadał wody, czy znajdują się w niej groźne dla człowieka bakterie.

O to, dlaczego nie zostały przeprowadzone badania i dlaczego nikt nie zakazał kąpieli w jeziorze Wigry, pytali radni Prawa i Sprawiedliwości na wczorajszej nadzwyczajnej sesji rady miejskiej.

Wiesława Blusiewicz, Kierownik Delegatury w Suwałkach Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Białymstoku poinformowała, że nie przeprowadzają badań na obecność bakterii w wodzie, gdyż nie mają takiej aparatury.

Natomiast Elżbieta Bednarko, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Suwałkach powiedziała, że sanepid nie ma obowiązku badać wodę jeziora Wigry ze względu na to, że nie ma tam kąpielisk lub miejsc wykorzystywanych do kąpieli. Elżbieta Bednarko dodała jednak, że wodę mogła przebadać po otrzymaniu wniosku od gospodarza plaży. Jednak żadnego pisma nie dostała.

Duże zaskoczenie wśród zebranych na sesji osób swoją wypowiedzią wywołał dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego.

- Uważałem, że najgorszą rzeczą, jaką teraz w środku sezonu moglibyśmy zrobić nad Wigrami to siać panikę. Mamy szczyt sezonu turystycznego. Jeśli byłyby jakieś niepokojące objawy to interwencja by była. Skoro ich nie było, to uznałem, że moim podstawowym zadaniem jest uspokoić sytuację. Dostałem telefon od właściciela obiektu, który miał czternastu turystów z Niemiec, którzy się pakują i chcą wyjechać. Jeśli nie opublikuję informacji, że w jeziorze można się kąpać, on straci pieniądze - powiedział Jarosław Borejszo, dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego.

- Podjąłem takie ryzyko, ale oceniłem, że jest ono niewielkie. Jeżeli coś by się stało, to cała wina spadłaby na mnie i musiałbym ponieść tego konsekwencje - dodał dyrektor WPN.

Na koniec prezydent Suwałk zobligował prezesa Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji do przeprowadzenia badań bakteriologicznych jeziora Wigry.