Skarga na schronisko dla zwierząt w Suwałkach

Do Urzędu Miejskiego w Suwałkach wpłynęła skarga na schronisko dla zwierząt w Suwałkach. Zasadność stawianych w piśmie zarzutów rozpatrzy Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Suwałkach.

Do suwalskiego ratusza trafiła skarga dotycząca funkcjonowania schroniska dla zwierząt znajdującego się przy ul. Sianożęć w Suwałkach . Zgłoszenie złożyła osoba, która 11 stycznia adoptowała sukę o imieniu Mery za pośrednictwem lokalnej fundacji.

– Dzień przed przekazaniem, w schronisku zrobiono Mery operację przepukliny pachwinowej, którą, jak się dowiedziałam od osoby odwiedzającej często schronisko, miała bardzo długo i która była bardzo duża – czytamy na początku skargi.

Z informacji zawartych w skardze wynika, że schronisko dla zwierząt w Suwałkach informowało, iż zwierzę jest zdrowe. Natomiast po adopcji okazało się, że tak nie jest.

– Fundacji nie przekazano żadnej dokumentacji medycznej tego psa. Suka była ogłaszana przez schronisko jako pies zdrowy. Adoptowałam psa z ropiejącym wciąż szwem pooperacyjnym i silnym stanem zapalnym w uszach, leczonym dopiero po wyjściu psa ze schroniska przez fundację. Niedługo po adopcji pojechałam z Mery do lecznicy weterynaryjnej w Ełku, w której diagnozuję i leczę nasze psy – czytamy w dalszej części skargi.

W skardze znalazła się również informacja, iż suka nie została wysterylizowana.

-Wygląda na to, że schronisko nie kastruje psów pomimo obowiązku. Suka była w suwalskim schronisku 13 lat, o czym dowiedziałam się dopiero z dokumentów przekazanych przez Urząd Miasta, właściciel schroniska twierdził, że nie posiada żadnej dokumentacji (bezskutecznie proszono o nią przy zabieraniu psa ze schroniska). Do grudnia 2025 nie była ani razu ogłaszana do adopcji! Gdy już ją wystawiono, wystawiono ją niewysterylizowaną z informacją, że jest po kastracji. Strach pomyśleć, gdyby ją wziął ktoś, kto nie ma doświadczenia z psami i nie wiedziałby, że ma sukę, która ma permanentną cieczkę – czytamy dalej w skardze.

Osoba, która złożyła skargę poruszyła także temat opieki weterynaryjnej nad tym schroniskiem.

– Weterynarz współpracująca ze schroniskiem pokroiła psa nie wiedząc, że suka ewidentnie jest w rui, ma powiększony wargi sromowe, ma macicę i jajniki, a przepuklina pachwinowa to powikłanie po ciągle aktywnym jajniku. Szew jest tak gruby i wykonany tak grubymi nićmi, że nie mogły się rozpuścić i wdało się zakażenie. Szew ropiał, na szczęście po antybiotykach i przepłukiwaniu ropiejąca przetoka, która się zrobiła, zniknęła – dodała w skardze obecna właścicielka adoptowanego psa.

– Mery ma rozpadający się guz na śledzionie oraz ogromny nowotwór na jednym jajniku i torbiele na drugim, dlatego jest wciąż w stanie rui. Brak sterylizacji prowadzi do jej śmierci, tak właśnie skończyłaby w schronisku niebawem, gdyby nie adopcja – można przeczytać w skardze.

Rozpatrzeniem skargi zajmuje się Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Suwałkach.

Do sprawy wrócimy.