Powraca temat sytuacji w suwalskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej. Do prezydenta Suwałk wpłynęło pismo podpisane przez 87 pracowników, którzy twierdzą, że nie są źle traktowani przez prezesa spółki. Radni z klubu "Prawo i Sprawiedliwość" uważają, że podpisy były wymuszone, a władze miasta marginalizują problem.

Do prezydenta Suwałk wpłynęło pismo od pracowników PGK. Zawarte były w nim dwa zdania: "My, niżej podpisani pracownicy Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Suwałkach nie zgadzamy się z opinią, że pracownicy PGK są źle traktowanie przez Prezesa. Uważamy, że w Spółce wiele się w ostatnich latach zmieniło na lepsze i niech tak będzie dalej." Pod treścią listu podpisało się 87 pracowników suwalskiego PGK, w tym 18 kierowców. Stanowi to 58% ze 150-osobowej załogi spółki.

Suwalscy radni z klubu "Prawo i Sprawiedliwość" mają wątpliwości co do sposobu zbierania podpisów pod listem. - Z naszych informacji wynika, że nie była to inicjatywa oddolna a w zbieranie podpisów pod treścią zaangażowane było kierownictwo niższego szczebla. Można więc je uznać jedynie za wymuszoną deklarację lojalności, bo przecież poziom satysfakcji załogi weryfikowany jest zgoła innymi metodami. Wiarygodne badania zakładają anonimowość ankiety, bo tylko taki sposób pomiarów statystycznych gwarantuje swobodę i szczerość wypowiedzi - poinformowali radni z klubu "Prawo i Sprawiedliwość".

- Z relacji przedstawicieli związków zawodowych wynika, że w zakładzie nadal panuje atmosfera zastraszania, co stawia pod dużym znakiem zapytania dobrowolność składania podpisów pod pismem, zwłaszcza w świetle dokonanych zwolnień. Należy również podkreślić, że aż 63 pracowników zdecydowało się zignorować manifest poparcia, co świadczy o tym, jak głęboki jest podział załogi. Każdy, kto z uwagą obserwuje sytuację wokół PGK, widzi, że w spółce nie dzieje się dobrze, a Prezes i władze miasta podejmują działania zmierzające do marginalizowania tego problemu i zminimalizowania negatywnych skutków wizerunkowych - dodali radni.