Nawet 450 tysięcy złotych mogłyby kosztować opryski terenów zielonych w naszym mieście. Mimo iż ich celem byłoby zlikwidowanie kleszczy i komarów, zwalczyłyby one również pożyteczne owady.

Z wnioskiem o przeprowadzenie na terenach zielonych Suwałk oprysków przeciwko kleszczom oraz owadom wystąpił 11 marca do prezydenta Suwałk radny Marek Zborowski-Weychman. Radny uważał, że takie opryski kilka razy w roku mogłaby wykonać miejska spółka we współpracy ze spółdzielniami i wspólnotami mieszkaniowymi.

Rozpatrzeniem wniosku zajął się suwalski ZDiZ, który zasięgnął informacji w suwalskiej delegaturze Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Białymstoku. Pracownicy ZDiZ ustalili, że kleszcze w Suwałkach nie występują w dużych ilościach. Można je częściej spotkać w wysokich trawach i lasach niż na systematycznie koszonych zorganizowanych terenach.

Ponadto pracownicy Zarządu Dróg i Zielni przeprowadzili rozmowy z Urzędem Miasta w Rzeszowie, który wykonał zabiegi oprysku na kleszcze w lipcu 2017 roku i nie dało to takiego efektu jak oczekiwali.

Dodatkowo dochodzi wysoka kwota przeprowadzenia oprysków. Jedna z wyspecjalizowanych firm zaoferowała ich wykonanie w naszym mieście za kwotę od 4 do 5 tysięcy złotych za hektar. Przy założeniu, iż zorganizowane tereny miejskie bez nieużytków liczą 90 hektarów, to cena takiego zabiegu w Suwałkach wynosiłaby od 360 do 450 tysięcy złotych.

- Chciałbym też zwrócić uwagę na liczne konsekwencje, które wiążą się z tego typu opryskami. Stosowane środki chemiczne nie działają selektywnie wyłącznie na kleszcze, lecz zabijają inne owady jak np. pszczoły, motyle, trzmiele - poinformował Czesław Renkiewicz. - Mając powyższe na uwadze, z przykrością informuję, że w naszym mieście opryski terenów zielonych przeciw kleszczom nie będą wykonywane - dodał prezydent Suwałk.